„— Ja Ot, tak sobie. Myślę, wiesz, że te gazetki, to nasze jeżdżenie z nimi i jeżdżenie innych koleżanek nie na wiele się przydało. Mam jednak i coś na obronę tych naszych jazd i gazetek. Rozwoziłyśmy Polskę po całej Polsce. My dwie, inne dziewczęta, setki dziewcząt nie znanych — wszystkie wierzyłyśmy w przydatność naszej roboty.
— No, dobra. Pomogę ci schować to wszystko. Ale chyba tylko dlatego, żeby znalazło się tu miejsce, kiedy przyjdą dziewczyny na kwaterę. Albo może zapakujmy to w tapczan
— Nie wygłupiaj się! Tam jest trochę broni. Są też jakieś szpargały Mariana. Nie chcę ich ruszać. Obejrzymy
to sobie w wolniejszym czasie. Jego obrazki, notesy, listy. Też swego rodzaju archiwum. Na razie boją się tego dotykać. Potem... potem już... gdy Marian naprawdę do nas nie wróci...
— Słuchaj Aniuta — przerywam. — Koniec wojny naprawdę blisko.
I naraz widzę, że po twarzy Aniuty toczą się dwie duże krople. Taka zawsze opanowana, taka zdawałoby się mocna, a w tej chwili zwyczajnie po babsku rozmazuje łzy po bladych, wychudzonych policzkach. Ja też gotowa jestem płakać, oczy mnie bolą i palą jak od bliskiego ognia.
— Napadło mnie coś — mówi Aniuta. — Przecież nie mogę być cały czas twarda jak kamień. No, już dobrze, dobrze. Poobiecujmy sobie, co zobaczymy po wojnie. Najpierw wolną Warszawę, polskie flagi na ulicach, a potem morze i góry, łódki na jeziorach, motyle na łąkach i kłosy zboża, także kino i teatr, wybierzmy się w podróż do Paryża... Czekaj no, Paryż to chyba niedługo będzie wolny Od szóstego czerwca alianci wyrzucają Niemców z Francji. Walka inwazyjna na wybrzeżach Normandii jest zapowiedzią końca klęski Niemców...“(8)


iluminacje świetlne |strony internetowe Kraków |certyfikat kompetencji zawodowych