„10 — Poletko Pana Boga
w cieniu jednego z dębów. Wygramolił się z trudem, przyduszając oburącz wielki, okrągły brzuch, ażeby się przecisnąć między drzwiczkami a kierownicą.
— Cieszę się, że cię widzę, Pluto — powiedział Tay Tay. Siedział nadal na schodkach obok Willa czekając, by Pluto podszedł i usiadł także. — Naprawdę cieszę się, że cię widzę. Przyjechałeś właśnie w chwili, kiedy najbardziej chciałem się z tobą zobaczyć. Bo jak przyjedziesz, to działasz na wszystkich jakoś tak uspokajająco. Teraz mogę sobie tu siedzieć i mieć spokojną głowę, że nic złego nie stanie się ani mnie, ani moim.
Pluto, sadowiąc się na schodkach, sapał, dyszał i ocierał twarz z potu. Spojrzał na Willa i kiwnął głową. Will coś powiedział do niego.
— Dużo głosów dziś naliczyłeś — zapytał Tay Tay.
— Jeszcze nic — odparł Pluto, wciąż dmuchając i sapiąc. — Dzisiaj nie mogłem zacząć wcześnie i przejechałem tylko ten kawałek drogi.
— Ale żar, co
— Aż piecze — odrzekł Pluto. — To fakt.
Will wyjął scyzoryk, odłupał drzazgę ze schodka i zaczął ją strugać. Słyszał, że Buck coś wygaduje na niego w dole za domem, ale było mu to obojętne.
—Musimy z Rozamunda wracać dzisiaj do domu. Tay Tay szybko spojrzał na Willa. Już, już miał“(10)