„Niedziela, ostatnia lipcowa niedziela upłynęła w niezwykłym nastroju. To był już nie tylko odwrót ze wschodu. Panika objęła Niemców warszawskich. Znienawidzone twarze warszawskich gestapowców i urzędników niemieckich pojawiły się, lecz w jakże innych okolicznościach — pośpiech i strach malował się na tych twarzach, towarzyszył każdemu ruchowi. Na ten widok fala nienawiści zacisnęła znów polskie pięści. Ten wróg bezlitosny, butny był w chwili klęski bez charakteru, pełen upodlenia i obrzydliwości. Fala nienawiści wzmogła się do granic wytrzymałości na widok samochodów ciężarowych zajeżdżających przed urzędy, pałace, muzea. Na samochody Niemcy zwalali ciężkie skrzynie, a pośpiech kazał im nieraz wyrzucać te skrzynie z okien poszczególnych gmachów. Pobici, pełni upodlenia w swej ucieczce zbrodniarze rabowali, plądrowali jak nędzny, pospolity złodziejaszek. Ludzie spluwali na ten widok i odwracali głowy. Cud, że wówczas nie nastąpiły spontaniczne starcia, które mogły jak płomień ogarnąć miasto.
Od poniedziałku zaczęło się coś zmieniać w rejestrowanych przez warszawiaków obrazach. Widać było, że panika została opanowana. Ci Niemcy, którzy uciekli poprzednio aż do Łowicza, zawróceni rozkazem wracali, acz niechętnie i bez energii, zmęczeni, jak po przepitej nocy, porządkowali rozbite warsztaty pracy. Nie było to już jednak w stanie obniżyć nastrojów polskich. Front za Wisłą huczał. Polska Podziemna samodzielnie wyzwalała się z konspiracyjnych pęt, nawet prasa podziemna zaczęła ukazywać się półjawnie. W nastrój ten uderzyło obwieszczenie wzywające 100 000 Polek i Polaków do stawienia się w celu podjęcia pracy przy kopaniu okopów wokół Warszawy. Skutki tego obwieszczenia były zaskakujące nikt, nikt z całego milionowego miasta, chwyciwszy już w piersi pierwsze fale wolnego powietrza, nie chciał znów iść pod bat niemieckiego feldfebla — to było czymś przeciw naturze. Dla każdego myślącego człowieka stawało się jasne, że nastrój, atmosfera panujące w mieście mogą każdej chwili pochwycić inicjatywę nadchodzących wypadków. Tym bardziej, że ci przywódcy polscy, od których zależała decyzja, byli także częścią tak czującego społeczeństwa.“(13)