„Pierwszy ranek. Skok przez okno i forsowanie okalających dom płotów. W pełnym umundurowaniu, jedynie bez pasa i krawata. Potem bieg w szyku zwartym, pięć kilometrów po kaledońskich wertepach, w zmiennym tempie, dyktowanym przez instruktora — minuta szybkiego marszu, trzy minuty biegu. Ponoć to nas nic zmęczy, bo wszystkie mięśnie będą pracować na zmianę. Tak przynajmniej pociesza instruktor. Bujda — konstatuję, ciężko dysząc po sforsowaniu w powrotnej drodze ostatniego płotu. Wracamy na miękkich nogach, zziajani i spoceni. Tak wygląda owa zapowiedziana przez komendanta gimnastyka rozluźniająca.
Spóźniłem się na śniadanie. W mesie dziwna cisza. Wszyscy ponuro wpatrzeni w talerze. Trącam łokciem siedzącego obok kolegę
— Stary, co się stało Co się tu dzieje
— Podejdź do ściany i poczytaj, a pewnie też stracisz apetyt — odpowiada opryskliwie.
I rzeczywiście. Na wywieszonym rozkładzie stoi jak wół, że każdego dnia oprócz porannego biegu czeka nas dziewięć godzin zaprawy fizycznej. Cały tydzień wyłącznie gimnastyka, łamańce na przyrządach, wspinanie po linach i skałach, skoki, wymyślne tory przeszkód, rzuty granatem itp. To samo w następnym tygodniu. Końska dawka. Podejrzewam jednak, iż normalny koń tego by nie wytrzymał.“(1)


Sok Noni Szczecin |